Wspomnienia absolwentów II LO
- Bożenna Rapczyńska (Grybajtys)
- Celina Pietrewicz
- Grażyna Balczeniuk (Życzkowska)
- Grażyna Reszczyńska (Renkiewicz)
- Hanna Wysocka
- Ewa Żuchowska
- Marlena Jasińska (Jagłowska)
- Edyta Roszkowska-Kożuszek
- Brygida Aleksandrowicz (Żukowska)
- Artur Cichmiński
- Marek Ziarko
- Monika Predko
- Ewa Piech
- Michalina Cimochowska (Bargłowska) i Sylwester Cimochowski
- Krzysztof Snarski
- Robert Wagner
- Ania D.
- Urszula Musiał-Powierza
Marlena Jasińska (Jagłowska)
Byłam uczennicą II LO w latach 1985–1989, jeszcze na ul. Przytorowej. Mieszkałam w internacie.
Życie w internacie w tamtych czasach... w pewnym sensie nie należało do łatwych. Były wyznaczone zasady, godziny (pobudka, śniadanie, obiad, godziny nauki, kolacja i oczywiście 22:00 cisza nocna) do których to należało się stosować i ich przestrzegać. Pilnowali tego opiekunowie, jedni byli bardziej rygorystyczni, chronically mniej. Mieliśmy dyżury na stołówce, gdzie trzeba było przygotować wszystko do posiłków, a potem posprzątać stoliki. Pomagaliśmy również w kuchni obierać ziemniaki, smażyć placki, co w chwili obecnej byłoby niezgodne z zasadami BHP. Po remoncie w internacie musieliśmy skrobać plamy z farby, zmywać podłogi, itp. Pracy z całą pewnością mieli więcej ci, co coś przeskrobali.
Raz zimą zamarzły kaloryfery – wisiały na nich sople. Coś się zepsuło. Ówczesny dyrektor Kurkowski puścił nas do domu tylko na jeden dzień, pomimo że usterka nadal nie była naprawiona. Dla wielu skończyło się to chorobą. Dziś pewnie nie do pomyślenia. Nie mogliśmy też jeździć na każdy weekend do domu, nawet nie wiem czemu.
Z perspektywy czasu myślę jednak, że internat z całą pewnością nauczył nas samodzielności, szacunku do pracy, współpracy, kreatywności, podejmowania decyzji i wielu innych przydatnych w życiu cech. Sama jestem teraz nauczycielką i taka szkoła niejednemu uczniowi by się teraz przydała!
Oczywiście zasady nie oznaczały, że zawsze ich przestrzegaliśmy i byliśmy święci. Po pewnym czasie znaliśmy już rytuały i zwyczaje naszych opiekunów. Wiedzieliśmy, kto kiedy idzie spać, kiedy kontroluje pokoje itp. Pamiętam, jak dyżur nocny miał Pan Olisiejko. Chcieliśmy sprawdzić, czy już śpi, bo umówiliśmy się na wywoływanie duchów u chłopaków. Sygnałem było kukanie. Odezwało się parę pokoi w tym również... pan Olisiejko pytając, w którym pokoju się spotykamy. Innym razem chłopcy poszli grać w piłkę nożną. A my, ułożone i mądre dziewczyny, nalałyśmy wody w miskę i umieściłyśmy ją nad uchylonymi drzwiami („Jak wrócą, to wyleje im się na głowy” – taki był plan). Niestety weszła tam jedna z opiekunek – pamiętam, że miała na imię Gosia. Usłyszałyśmy tylko krzyk. Żadna z nas się nie przyznała, udawałyśmy, że się uczymy. Wina spadła na samych chłopaków, że sobie sami przygotowali taki dowcip. Cóż.
Z tamtych czasów pamiętam jeszcze powiedzenie naszej profesor Cieślukowskiej z matematyki: „Siadaj, tomanie, dwója jak stąd do Przerośli”.
Przesyłam parę zachowanych fotografii. Zdjęcie z Krzysztofem ze studniówki. Poznaliśmy się w szkole, tam zostaliśmy parą i w listopadzie minie 30 lat, jak jesteśmy małżeństwem.
Biorąc pod uwagę minusy i plusy, oczywiście przeważają w znacznej mierze plusy. To właśnie tu stawialiśmy pierwsze kroki w dorosłość, przeżywaliśmy swoje pierwsze miłości (czasem te miłości przetrwały). Pozostały przyjaźnie, niezapomniane wspomnienia i tęsknota za tym, co już nie wróci.
Marlena Jasińska (Jagłowska) matura 1989