Wspomnienia absolwentów II LO
- Bożenna Rapczyńska (Grybajtys)
- Celina Pietrewicz
- Grażyna Balczeniuk (Życzkowska)
- Grażyna Reszczyńska (Renkiewicz)
- Hanna Wysocka
- Ewa Żuchowska
- Marlena Jasińska (Jagłowska)
- Edyta Roszkowska-Kożuszek
- Brygida Aleksandrowicz (Żukowska)
- Artur Cichmiński
- Marek Ziarko
- Monika Predko
- Ewa Piech
- Michalina Cimochowska (Bargłowska) i Sylwester Cimochowski
- Krzysztof Snarski
- Robert Wagner
- Ania D.
- Urszula Musiał-Powierza
Ewa Żuchowska
Jestem jedną z tych osób, które „zaczynały” liceum po przerwie. Pierwszą klasę tworzyło na 31 osób, do matury dotrwało nas 16.
Lubiłam większość profesorów i do dziś chętnie ich wspominam. Moją wychowawczynią była pani prof. Celina Pietrewicz. Lekcje języka rosyjskiego prowadziła w ciekawej formie, taki system akademicki – literatura rosyjska, a na części lekcji obowiązkowa gramatyka. Minęło 37 lat od matury, a ja nadal dobrze mówię i czytam po rosyjsku.
Pamiętam też pana Dyrektora Romualda Borkowskiego. Mieszkał wtedy w Jeleniewie i dojeżdżał do naszej szkoły, a zimą przybywał na nartach „biegówkach”. Fajnie było, kiedy się spóźniał, bo mróz -25 stopni, bo zasypało; a my w oknach patrzyłyśmy, jak zdyszany profesor starał się „nie spóźnić” do szkoły. Robiłyśmy mu dużo kawałów, ale nie złośliwych – np. podczas kartkówek zamiast definicji i rozwiązanych zadań pisałyśmy miłosne wiersze lub „przerabiałyśmy” lirykę. Czekałyśmy na oceny – nigdy tych prac nie oddał, pomijał milczeniem, a my pisałyśmy dalsze wiersze…
Byłyśmy też dobre w sporcie i często reprezentowałyśmy naszą szkołę w zawodach. Raz z okazji Dnia Sportu zajęłyśmy pierwsze miejsce w ogólnej klasyfikacji szkolnej i dostałyśmy w nagrodę od pana dyrektora Zbigniewa Kurkowskiego: trzy dni wolnego na biwak, w tygodniu wybranym przez nas. Dodatkowo za te wszystkie akademie „dołożył” nam od siebie jeszcze 4 dni. Za klasowe pieniądze (z wykopków, z sadzenia lasu) pojechałyśmy na tydzień na wycieczkę do Krakowa. Mieszkałyśmy całą klasą u siostry jednej z koleżanek, która studiowała w Krakowie na Akademii Muzycznej. Miałyśmy tam wiele przygód, a czasami przysparzałyśmy naszej wychowawczyni i kłopotów (była taka jedna noc, gdzie pani profesor z nerwów nie mogła spać, a część z nas czuwała z nią, aby nie osiwiała). Pani profesor Pietrewicz, dziękujemy!
Co do sportu i osiągnięć to nie tylko nasza zasługa, ale też ogromny wysiłek pani profesor Danuty Jaroszek, która z wszystkimi klasami robiła, co mogła na tych korytarzach (nie było wtedy, na Przytorowej, sali gimnastycznej). Ale jej lekcje i „stacje krzyżowe”, które nam robiła, sprawiły, że byłyśmy w dobrej kondycji. Wspominam też ciepło pana profesora Waldemara Piecha, który przez jeden rok uczył nas wychowania fizycznego, a potem przysposobienia obronnego. Był on rodzonym bratem naszej koleżanki Małgorzaty i to było powodem wielu zabawnych sytuacji na lekcjach, bo Małgośka przyrzekła uroczyście, że nigdy w życiu nie powie do brata „panie profesorze”, a profesor robił, co mógł, aby to usłyszeć. Czasami jak bywałyśmy u Małgośki w domu, to z pokoju profesora wykradałyśmy pytania na klasówkę z PO, nie wiedząc, że on się tego spodziewał. I musiałyśmy to potem „odpokutować” – np. robił nam musztrę, kiedy większość z nas (od trzeciej klasy byłyśmy klasą żeńską) była w spódnicy i musiałyśmy się czołgać po trawie. Ale był sprawiedliwy i nigdy, nigdy tak naprawdę na nikogo się nie gniewał.
Lubiłam też panią profesor od chemii – Helenę Sawicką i panią profesor Krzyżanowską, która prowadziła w czwartej klasie fakultety pedagogiczne.
I naprawdę lubiłam chodzić do naszego liceum.
Ewa Żuchowska matura 1985