Wspomnienia absolwentów II LO
- Bożenna Rapczyńska (Grybajtys)
- Celina Pietrewicz
- Grażyna Balczeniuk (Życzkowska)
- Grażyna Reszczyńska (Renkiewicz)
- Hanna Wysocka
- Ewa Żuchowska
- Marlena Jasińska (Jagłowska)
- Edyta Roszkowska-Kożuszek
- Brygida Aleksandrowicz (Żukowska)
- Artur Cichmiński
- Marek Ziarko
- Monika Predko
- Ewa Piech
- Michalina Cimochowska (Bargłowska) i Sylwester Cimochowski
- Krzysztof Snarski
- Robert Wagner
- Ania D.
- Urszula Musiał-Powierza
Hanna Wysocka
Chodziłam do II Liceum w latach 1981-1985. Były to początki szkoły – jeszcze na ul. Kościuszki, gdzie trzeszczały schody i czasami dymiło z pieców. Potem przeniesiono nas na Przytorową – dla mnie lepiej – byłam osobą dojeżdżającą i wtedy korzystałam z internatu, który powstał dosłownie w szkole. Nawet nie zakładałam kurtki ni butów, po prostu przechodziło się z korytarza do szkoły i już.
Lubiłam to nasze liceum, atmosferę tam panującą i uczących tam nauczycieli. Z sentymentem wspominam nieżyjącą już profesor Krzyżanowską, która była też wychowawczynią w internacie. Była ciepłą osobą, lubianą przez nas wszystkie. Niejedno popołudnie, a czasami noc, przegadała z nami, wychowankami. Nie wykorzystywałyśmy jej, szanowałyśmy ją bardzo.
Jednak moim największym wspomnieniem jest jedna lekcja matematyki u pani profesor Zofii Cieślukowskiej, gdzie na jednej lekcji „zarobiłam” trzy oceny niedostateczne z tego samego zadania z pracy domowej.
Moja klasa nie była mocna z przedmiotów ścisłych, były trzy-cztery osoby, które rozwiązywały trudniejsze zadania, a my przed lekcją spisywałyśmy od nich. Pewnego razu ani my, ani nasze „mózgi” nie potrafiły rozwiązać zadań. Bojąc się ocen niedostatecznych, postanowiłyśmy przyznać się pani profesor. Niestety, trafiłyśmy na jej zły dzień. I tak pierwsza dwója za brak pracy domowej. Wszystkim. Nikt nie śmiał protestować i w tej ciszy pani profesor wezwała pierwsze osoby z ławek do tablicy, w tym mnie. Oczywiście nie rozwiązałam zadania i nikt mi nie podpowiedział, bo i kto? I słyszymy hasło: „Wyciągamy karteczki!”. Wszystkie oddałyśmy puste kartki. I co? Trzecia dwója za to samo zadanie. Teraz po latach wspominam to z uśmiechem, bo jednak tamtych ocen pani profesor nie wzięła pod uwagę przy wystawianiu stopni na koniec roku. Była sprawiedliwa.
Na koniec dodam, że ją także lubiła nasza klasa, bo chociaż byłyśmy słabe, starałyśmy się jak umiałyśmy i ona potrafiła to docenić. Pani Profesor! Życzę zdrowia! I z całego serca także mojej wychowawczyni – pani Celinie Pietrewicz.
Hanna Wysocka matura 1985